Aktualna lokalizacja:Strona główna»Opinie»Ciało

PiS uratuje twarz prezydenta Dudy?

Ogłaszając rok temu pomysł referendum, prezydent wywołał nie tylko zdziwienie i irytację (po raz kolejny) w swoim macierzystym środowisku politycznym, ale również zdecydował się podjąć bardzo ryzykowną grę; grę, na której mógł wiele zyskać, ale jeszcze więcej stracić.

Wspólna porażka

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że frekwencja w ewentualnym referendum będzie opłakana. Bardzo możliwe, że prezydent pobiłby niechlubny rekord Bronisława Komorowskiego, gdy ten w 2015 roku przed drugą turą wyborów prezydenckich w panice chciał przejąć elektorat Pawła Kukiza.

Referendum Andrzeja Dudy zbiegłoby się z wyborami samorządowymi. Niska frekwencja oraz ogólny marazm bijący od skonfliktowanego obozu fatalnie rzutowałyby na wizerunek rządzących. Tak spektakularna porażka głowy państwa niewątpliwie wpłynęłaby na wynik wyborów samorządowych. Byłaby to sytuacja wprost przeciwna do tej z 2015 roku, gdy sukces prezydenta uskrzydlił Zjednoczoną Prawicę i pozwolił jej rządzić bez koalicjanta w postaci Kukiz'15 czy PSL. Fiasko prezydenckiego referendum nie będzie jedynie klęską Andrzeja Dudy. Będzie również porażką Prawa i Sprawiedliwości.

Skrzywdzony i poniżony

Rok temu prezydent zdecydował się obrać drogę, która zaważyła na całej jego karierze politycznej: odrzucił możliwość pozostania strażnikiem żyrandola, licząc zapewne, że z jednej strony uda mu się uniknąć losu Bronisława Komorowskiego, z drugiej zaś zerwie z medialnym wizerunkiem „Adriana” – dużego chłopca, którego nikt nie traktuje poważnie.

Gdyby suweren, o którym tak chętnie mówią rządzący, zbagatelizował prezydenckie wezwania do głosowania, to byłby to cios o wiele boleśniejszy dla prezydenta Dudy, niż dla jego poprzednika. To obecna głowa państwa cały czas powołuje się na ludowy i demokratyczny charakter swojego środowiska; to nie Bronisław Komorowski tylko Andrzej Duda prezentuje się w opozycji wobec elit III RP. Brak demokratycznej aprobaty od suwerena byłby dla jego narracji druzgocący.

Odrzucenie referendalnego projektu przez senatorów PiS będzie dla prezydenta oczywiście poniżające i pokaże jego słabość, ale zarazem stanowi dla niego jedyną szansą na ocalenie twarzy, na uniknięcie frekwencyjnej kompromitacji. W dłuższej perspektywie to jedyne logiczne wyjście.

Cicha wdzięczność

Jak jednak sam Andrzej Duda powinien się w tej sytuacji zachować? Cóż, prezydent będzie zmuszony z oburzeniem krytykować senatorów za to, że nie szanują suwerena, że nie dają narodowi szansy wypowiedzenia się. Będzie musiał zapewniać, że nikt nie wie jaka byłaby frekwencja... Ba! Będzie mógł nawet twierdzić, że referendum byłoby sukcesem, tylko z niezrozumiałych powodów senatorowie ulegli presji mediów i opozycji. Prezydent będzie musiał udawać rozgoryczonego i skrzywdzonego, a jednocześnie po cichu dziękować, że uratowano jego szanse na drugą kadencję.

Czy rysujący się kolejny konflikt zaszkodzi rządzącym? Nie jest to wcale takie pewne. Gdy prezydent zawetował ustawy sądowe, wszyscy byli przekonani, że obserwujemy „początek końca” władzy PiS. Tymczasem notowania partii Jarosława Kaczyńskiego osiągnęły rekordowe wyniki.

Gdy w zapomnienie odszedł minister Macierewicz z premier Szydło, a ich miejsce zajął bankier znikąd, wielu wieszczyło rozłam i powstanie partii byłego szefa MON. W sondażach jednak PiS przekroczył, wydawało się że nieosiągalny, poziom 50 proc. poparcia. Odnowienie konfliktu z Andrzejem Dudą może zatem paradoksalnie wyjść na dobre zarówno partii, jak i prezydentowi.

Gorzej, jeżeli senatorowie nie pójdą po rozum do głowy i referendum się odbędzie. W takim wypadku cały szeroki obóz Zjednoczonej Prawicy może znaleźć się na równi pochyłej.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie jest odzwierciedleniem stanowiska redakcji.


Referendalne ograniczenie suwerenności?
Senacka komisja przeciwko prezydenckiemu referendum ws. konstytucji

Next Article
©2019 Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie&Polityka prywatności | Skontaktuj się z nami | Mapa strony