Aktualna lokalizacja:Strona główna»Opinie»Ciało

Strach odłożony na później

Jak mówił ongiś Beaumarchais: „Bawmy się. Kto wie, czy potrwa ten świat dwa tygodnie?”. Nie potrwał, egzystencję starej Europy przerwał świst gilotyny.

Miałem kiedyś przyjaciela,który pytany o zagadnienia wiary, Boga, życia pozagrobowego, odpowiadał nerwowo, że są to sprawy zbyt denerwujące, by się nad nimi zastanawiać. A i tak dopadły go w ostatnich miesiącach życia, kiedy – choć protestant – odwiedzał sanktuaria maryjne, szukając tam ratunku. Podobny syndrom zauważam wśród elit, a co gorsza – również społeczeństw Zachodu, które, nawet jeśli odczuwają strach, jakiekolwiek reakcje odkładają na później. Podziwiam naiwność Francuzów, którzy kupują Macrona, tego Hollande’a bis, udzielając mu bezkrytycznego poparcia. Na co liczą, fundując sobie własnego Petru, kość z kości klasy politycznej i esencję establishmentu, który się nie sprawdził? Wierzą, że pożerający ich rak zniknie lub złagodnieje?

Można mi zarzucić, że mam obsesję na punkcie imigrantów, ale przecież gdybym był Francuzem bez klapek na oczach, musiałbym zauważać, że z roku na rok jest ich więcej, że się nie asymilują i podlegają radykalizacji. Do niedawna można było się łudzić, że to problem dla pokolenia wnuków, może dzieci…

Dzisiaj nie mam złudzeń – wielka wojna cywilizacyjna wybuchnie w Europie w ciągu dekady, a rzezie wojny trzydziestoletniej będą przy niej zabawą. Chyba że Niemcy, Francuzi i Włosi przyjmą dobrowolnie islam oraz prawo szariatu. Francuzki nałożą burki, Bawarczycy zrezygnują z golonki i piwa, a Toskańczycy zaprzestaną produkcji wina. Kiedyś w obliczu sowieckiego zagrożenia mówiono na Zachodzie: „Lepiej być czerwonym niż martwym”. Czy wkrótce hasło wróci w formie: „Lepiej pięć razy dziennie bić pokłony Mekce, niż zaznać smaku noża”. Dzień próby jest bliższy, niż ktokolwiek z mieszkańców starej Unii przypuszcza.

Już w obecnych wyborach we Francji startowały trzy partie muzułmańskie. W dorastających pokoleniach mieszkańców Galii przeważa młodzież o korzeniach z Orientu i nie robi się niczego, co mogłoby odwrócić tendencję. Ustępstwa, udawanie, że problem nie istnieje, wiara, że policja zapewni bezpieczeństwo, to jedynie strach odłożony na później. Kiedy więc widzę, jak bardzo atakuje się Polskę, Węgry i Czechy za niechęć do przyjmowania tzw. uchodźców, przed oczami staje mi obraz furii psa na łańcuchu na widok swego kolegi wolno biegającego po ulicy.

ZOBACZ zapowiedź najnowszego numeru "Do Rzeczy":

Next Article
©2019 Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie&Polityka prywatności | Skontaktuj się z nami | Mapa strony