Aktualna lokalizacja:Strona główna»Bezpieczeństwo»Ciało

Brudna jazda

Raporty Światowej Organizacji Zdrowia oraz polskich instytucji są alarmujące: dopuszczalne limity stężenia szkodliwych pyłów zawieszonych w powietrzu w niektórych miejscach naszego kraju przekraczane są nawet dziesięciokrotnie. – Stan powietrza w Polsce jest na tyle zły, że w sposób ewidentny przekłada się na stan zdrowia Polaków. Działania w celu poprawy jakości powietrza są niezwykle trudne: lata zaniedbań, niska świadomość, niechęć do ponoszenia kosztów „czystego” opału. Bez dobrych działań edukacyjnych opartych na systemie pomiarowym stan rzeczy w Polsce się nie zmienni. Jedynie działania edukacyjne mogą zmienić nastawienie szerszej części społeczeństwa do problemu zanieczyszczenia powietrza. Zła jakość powietrza w Polsce nie jest powodowana przez przemysł, ale przez domowe piece opalane węglem i drewnem często bardzo złej jakości. Dlatego też PZU wraz z firmą NASK przeprowadza akacje edukacyjne w szkołach dla nauczycieli, dzieci i rodziców. Jest to najlepszy sposób do prewencyjnych działań w celu poprawy jakości powietrza w Polsce, a przez to poprawy zdrowia Polaków. Akcja jest prowadzona w 33 najbardziej zanieczyszczonych miastach w Polsce – powiedział Marek Baran, dyrektor Biura Komunikacji Korporacyjnej PZU.

W dużych miastach widać też duży wpływ zanieczyszczeń pochodzących z transportu drogowego. Zdaniem ekspertów zanieczyszczenia emitowane przez samochody spalinowe są na drugim miejscu po tzw. niskiej emisji. Trzecim największym trucicielem jest zaś przemysł.

Trujące spaliny

W niektórych miejscach, takich jak np. Warszawa, gdzie większość mieszkańców korzysta z sieci ciepłowniczej, spaliny z samochodów, ciężarówek i autobusów są zaś głównym źródłem emisji zanieczyszczeń. Inspektorzy NIK w raporcie z września obecnego roku stwierdzają zaś wprost: zanieczyszczenie powietrza spowodowane transportem samochodowym są równie groźne dla życia i zdrowia jak pyły pochodzące z pieców komunalnych.

Auta emitują m.in. dwutlenek węgla, dwutlenek siarki, tlenek węgla, benzen, ołów, platynę, ozon oraz wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne. Z zachodnich badań wynika, że spaliny samochodowe podwyższają m.in. ryzyko schorzeń nowotworowych, mogą też powodować bóle i zawroty głowy, skurcze oskrzeli, problemy sercowe, nudności, a także uszkodzenia centralnego układu nerwowego. Zanieczyszczenia te są szczególnie niebezpieczne dla dzieci i kobiet w ciąży. Samochody emitują również trujący dwutlenek azotu, który jest przyczyną alergii, zaburzeń oddychania oraz ogranicza zdolności obronne na infekcje bakteryjne. Według danych Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) najwięcej tlenków azotu w 2016 r. emitowały przemysł (38 proc.) oraz właśnie transport drogowy (32 proc.).

Kolejny problem to emisja pyłów zawieszonych. Co prawda w przypadku transportu samochodowego nie jest ona – w skali całego kraju – aż tak duża jak z innych źródeł, ale inspektorzy NIK zwracają uwagę na sposób wprowadzania tych zanieczyszczeń do powietrza. W przeciwieństwie do fabryk, które są wyposażone w wysokie kominy, emisja trujących zanieczyszczeń z samochodów i ciężarówek odbywa się na niewielkiej wysokości. Poza tym w centrach miast z gęstą siatką ulic o dużym natężeniu ruchu samochodów oraz w obrębie kanionów ruchliwych ulic to właśnie emisja z samochodów jest czynnikiem w dużym stopniu decydującym o wystąpieniu przekroczeń dopuszczalnych wartości nie tylko dla dwutlenku azotu, lecz także pyłu zawieszonego (PM2,5, PM10).

Pojazdów silnikowych w Polsce przybywa zaś wyjątkowo dynamicznie. W 2000 r. po polskich drogach jeździło ich 6,2 mln, a w roku 2016 zarejestrowanych było już ponad 30 mln pojazdów, w tym zdecydowana większość aut napędzanych przez silniki benzynowe (61 proc.) lub silniki Diesla (37 proc.). Tylko w 2017 r. zarejestrowano aż 486,4 tys. nowych aut (wzrost o 16,9 proc. w porównaniu z rokiem 2016) i 869 tys. aut używanych, z których aż 90 proc. miało ponad cztery lata. Procentowo bardzo szybko rośnie również liczba nowych aut z napędem hybrydowym. W 2016 r. przybyło ich aż 68 proc., ale to wciąż zaledwie 16,9 tys. samochodów.

Czyste strefy

Aby ograniczyć smog wywołany przez spaliny samochodowe, władze wielu dużych miast europejskich oraz Ameryki Północnej zapowiedziały, że do 2025 r. wprowadzą zakaz wjazdu do centrów miast pojazdów z silnikami Diesla. Niektóre, takie jak Paryż czy Londyn, przestaną wpuszczać auta z jednostkami wysokoprężnymi już w roku 2020. Nawet najbardziej nowoczesne auta z silnikami Diesla nadal mogą bowiem mocno zatruwać środowisko. Sprawdzoną receptą na uzdrowienie powietrza w miastach może być tworzenie w centrach stref ograniczonej emisji (LEZ). W Berlinie oszacowano, że po utworzeniu takiej strefy emisja sadzy z silników Diesla zmalała prawie o 60 proc., cząstek PM10 – o 20 proc., a trującego dwutlenku azotu – o ponad 20 proc. Przy wyznaczaniu LEZ trzeba pamiętać o tym, aby były one wystarczająco duże. Pozwala to uniknąć wtłaczania ruchu samochodowego do dzielnic graniczących z LEZ, a także daje motywację do wymiany aut na nowsze w całym mieście.

W wielu miastach w tego typu strefach na cenzurowanym są nie tylko diesle, lecz wszystkie pojazdy, które nie spełniają wyśrubowanych norm. Już w tym roku władze Madrytu zapowiedziały, że po centrum miasta nie będą mogły jeździć żadne samochody poza tymi, które należą do lokalnych mieszkańców, pojazdami zeroemisyjnymi oraz taksówkami i autobusami komunikacji publicznej. Jednocześnie hiszpańska stolica przygotowuje się do całkowitego wyłączania z ruchu pojazdów na obszarze 50 tys. mkw.

Oslo już w 2019 r. planuje wprowadzić w życie zakaz poruszania się po centrum prywatnym samochodom. Również władze Hamburga, aby walczyć ze smogiem, chcą, aby w ciągu dwóch dekad dominującymi sposobami transportu w mieście stały się jazda rowerem oraz piesze spacery. W duńskiej Kopenhadze już dziś ponad połowa mieszkańców codziennie do pracy dojeżdża rowerem. Z kolei w Paryżu od lipca 2016 r. w dni robocze obowiązuje zakaz poruszania się samochodów wyprodukowanych przed 1997 r. Nietypową kampanię społeczną zmierzającą do ograniczenia zanieczyszczeń, które powoduje ruch samochodowy, przeprowadziły w sierpniu tego roku władze w czeskiej Pradze: ratusz zachęcał mieszkańców, aby po pracy szli ze znajomymi na piwo, a do domu wrócili pieszo lub korzystając z transportu miejskiego.

W Polsce ustawa o elektromobilności daje radom gmin możliwość wyznaczenia stref czystego transportu. Opłata za wjazd samochodem do takiej strefy może wynosić maksymalnie 2,5 zł za godzinę oraz 25 zł za dobę. Dużym problemem dla środowiska mogą być nie tylko stare samochody, które nie spełniają najnowszych norm emisji spalin, lecz także np. auta pięcioletnie, z których, z powodów oszczędnościowych, właściciel kazał wyciąć filtr cząstek stałych (DPF). Co jakiś czas przeprowadzane są jednak ogólnopolskie akcje „Smog”, w ramach których kontrolowane są dziesiątki tysięcy pojazdów, a policja odbiera „trucicielom” dowody rejestracyjne. I chociaż demontaż filtrów DPF jest nielegalny, to proceder ten jest tak powszechny, że wystarczy kilka sekund, aby w wyszukiwarkach internetowych znaleźć dziesiątki tysięcy firm i warsztatów, które zajmują się ich usuwaniem. Pomóc mogłyby solidne kary dla kierowców i mechaników, a także rzetelnie realizowany obowiązek sprawdzania jakości spalin na stacjach diagnostycznych.

Władze miast coraz częściej zachęcają mieszkańców, aby ograniczyli jazdę samochodem, a do pracy lub do szkoły dostawali się np. miejskim rowerem lub komunikacją publiczną. W wielu europejskich – w tym w polskich – miastach, w dniach, w których ostro przekroczone są normy zanieczyszczenia powietrza, komunikacja miejska jest bezpłatna.

Jan Pyłek

Next Article
©2019 Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie&Polityka prywatności | Skontaktuj się z nami | Mapa strony